Prezydent Clinton utrzymuje, że amerykański bombowiec B-2 poleciał z Missouri aż do Serbii i zbombardował ambasadę chińską w Belgradzie - i to wszystko przez pomyłkę. Poniższy artykuł analizuje szczegółowo informacje, podawane bezpośrednio po zrzuceniu tych bomb - informacje,. które prowadzą do trudnej do uwierzenia konkluzji: a mianowicie, że bombardowanie było zamierzone  i że stanowiło ostrzeżenie dla Chin, a może także i dla Niemiec.

Kłamstwa, cholerne kłamstwa i mapy

Jared Israel

Pierwszą reakcją rzecznika NATO, Jamie’ go Shea, były a) przeprosiny i b) wyjaśnienie, że pociski NATO chybiły celu. NATO zamierzało trafić budynek po drugiej stronie ulicy - budynek, który zdaniem Jamie’ go Shea jest siedzibą „Federalnej Dyrekcji Zaopatrzenia i Dostaw”. Shea stwierdził: „Jak rozumiem, oba budynki położone są blisko siebie”. (Reuters, 8 maja).

(Jeżeli kiedyś złapią terrorystów, którzy zbombardowali ambasadę USA w Kenii, ciekawe czy ich obrońcy nie mogliby zastosować tej samej metody obrony, co Shea, tj. stwierdzić że a) ogromnie im przykro, i b) tak naprawdę to mieli zamiar zbombardować gmach po przeciwnej stronie ulicy.)

Ale, wracając do „doniesień” - otóż zdaniem Jamie’go Shea  ambasada chińska położona jest blisko owej „Federalnej Dyrekcji Zaopatrzenia i Dostaw”. Tymczasem jednak w rzeczywistości ambasada chińska znajduje się pośrodku rozległego skweru, czy też parku, w dzielnicy mieszkaniowej. Jak donosi Reuters w dniu 8 maja:

„Ambasada jest  budynkiem wolnostojącym, znajduje się na własnym terenie, który z kolei z trzech stron otacza rozległy, ogólnodostępny trawnik. Za trawnikiem, w  odległości 200 metrów stoją bloki mieszkaniowe, a po drugiej stronie szerokiej, zadrzewionej alei, która nosi nazwę ulicy Wiśniowej, znajduje się w odległości ok. 150 metrów rząd sklepów, biur i domów mieszkalnych”.

Sąsiedni budynek? Jak sąsiedni budynek?

Połapawszy się najwidoczniej, że „Federalna Dyrekcja Zaopatrzenia i Dostaw” nie mogłaby się mieścić w bloku mieszkaniowym ani na rozległym trawniku, NATO w kilka godzin później puściło w obieg nową wersję:

„Trzy sterowane bomby NATO, które w nocy uderzyły w ambasadę chińską w Belgradzie, trafiły dokładnie w wyznaczony i zaprogramowany cel, ale był to inny budynek, niż zakładało NATO. Bomby uderzyły dokładnie w trzy wyznaczone punkty” - jak mówią źródła wojskowe... Rzecznik wojskowy NATO, gen. Walter Jertz odmówił odpowiedzi na pytanie, jakim rodzajem broni  trafiono w ambasadę chińską, stwierdzając jedynie, że były to pociski sterowane, czyli „inteligentne”, a nie po prostu spadające z góry bomby. Zaprzeczył on, jakoby planiści używali starych lub niedokładnych map.” (Reuters, 8 maja).

O.K. A więc trzy inteligentne pociski lub bomby uderzyły w te trzy cele, w które miały trafić. Był to źle zidentyfikowany obiekt. Pilot (lub piloci)  nie został wprowadzony w błąd przez stare czy też nieprecyzyjne mapy.

Zastanówmy się, jakie jest prawdopodobieństwo, aby NATO ustaliło namiar na trzy cele, które całkiem przypadkiem okazały się trzema mieszkaniami zajmowanymi przez dziennikarzy? Rzecz w tym, że jedna komputerowo sterowana bomba, która by zniszczyła mieszkanie dziennikarza, to rzecz całkiem możliwa. Ale trafić przypadkowo akurat w trzy mieszkania dziennikarzy?

Zbyt wielu rzeczników

W tej samej depeszy agencji Reuters inny ekspert twierdzi, że jest rzeczą nad wyraz nieprawdopodobną, aby NATO popełniło taki błąd, jaki sugerował gen. Jertz. Tym ekspertem jest gen. lotnictwa Charles Wald, specjalista w zakresie strategicznego planowania Połączonych Szefów Sztabów USA, który na briefingu dla dziennikarzy powiedział: „W tym przypadku identyfikacja celu i przygotowanie pilota byłyby  bardzo precyzyjne z powodu wojskowego znaczenia namierzanego celu, a także dlatego, że Belgrad jest silnie broniony przez wojska serbskie.”

Wald powiedział: „Przy namierzaniu celów obowiązuje zasada, że im większe niebezpieczeństwo i im cenniejszy cel, tym więcej czasu poświęca się na zbadanie go. Im dłużej się go bada, tym lepiej”.

Opierając się na tym , co tu mówi gen. Wald, czyż nie wydaje się to bardzo nieprawdopodobne, aby pomylono ambasadę z jakąś „Federalną Dyrekcją Zaopatrzenia i Dostaw”?

Za wiele nazw

Ale tu pojawia się kolejny problem. W tej samej depeszy agencji Reuters z 8 maja nazwa obiektu, który NATO chciało zbombardować, zmienia się w zagadkowy sposób - i to nie raz, a dwa razy. Proszę przeczytać uważnie ten oto cytat z gen. Jertza:

Rzecznik wojskowy NATO, gen. Walter Jertz, wyraźnie chcąc uniknąć usprawiedliwiania się, oświadczył, że NATO wybrało ten cel, ponieważ sądzono, że był to arsenał Federalnej Dyrekcji Zaopatrzenia i Dostaw. Powiedział on: „Mieliśmy informację, że w tym budynku znajduje się główna kwatera Dyrekcji, i nie znaleźliśmy dowodów, że było to błędne rozpoznanie.”

Tak więc obiekt, który oni w swoim przekonaniu bombardowali, to była: a) Federalna Dyrekcja Zaopatrzenia i Dostaw; b) - arsenał Federalnej Dyrekcji Zaopatrzenia i Dostaw; oraz c) - kwatera główna tej Dyrekcji.

Nic dziwnego, że nie mogli znaleźć dowodów na to, że się omylili. Nie potrafili przecież nawet nazwać tego obiektu.

I za dużo pocisków

Następną zabiegiem, mającym  wpłynąć na opinię publiczną, była ze strony NATO próba uproszczenia wersji wydarzeń.  Relacjonując całą historię raz jeszcze także 8 maja, ale trochę później, reporter AP stwierdził: „Ta precyzyjnie sterowana broń, która trafiła w chińską ambasadę w Belgradzie, najwidoczniej zrobiła właśnie to, do czego ją zaprogramowano...”

Jedna broń. To sprawia, że cała historia zaczyna być bardziej wiarygodna, oczywiście chyba że czytelnik widział poprzednie doniesienia, w których była mowa o trzech pociskach. Ponieważ bardzo niewielu ludzi czyta kolejne doniesienia na ten sam temat, a jeszcze mniej ludzi czyta je dokładnie, przejście od trzech pocisków do jednego jest w gruncie rzeczy bezpiecznym zagraniem.  Tym niemniej problem pozostaje wciąż ten sam: w jaki sposób natowscy specjaliści od wyznaczania celów, ślęcząc nad swymi mapami, mogli nie dostrzec napisu „ambasada Chin” na budynku, który zamierzali zbombardować?

Mapy! To wszystko przez mapy!

Odpowiedź NATO brzmiała: zmienić stanowisko w sprawie map.

Jaki był więc powód  „omyłkowego ataku bombowca B-2, który zrzucił na ambasadę kilka bomb, sterowanych za pośrednictwem satelity”?

A oto najnowsze wyjaśnienie:

„Omyłkowo wyznaczając w piątkowy wieczór na cel ambasadę chińską w Belgradzie - jak oświadczyły władze USA i NATO,  pracownicy amerykańskiego wywiadu posługiwali się przestarzałą mapą, wydaną, zanim jeszcze Chiny kilka lat temu zbudowały gmach, mający pomieścić ich przedstawicielstwo dyplomatyczne. Tragiczna i żenująca prawda jest taka, że na naszych mapach po prostu nigdzie w tej okolicy nie figurowała ambasada chińska.” (Washington Post z 10 maja).

Zastanówmy się nad znaczeniem tego, co właśnie przeczytaliśmy.

 Po pierwsze, „Washington Post” akceptuje bez żadnych pytań twierdzenie NATO, że ambasadę zbombardowano przypadkowo i  nawet nie wspomina o czymś tak interesującym z dziennikarskiego punktu widzenia, jak fakt, iż kolejne doniesienia są wzajemnie sprzeczne.  Czy to nie mówi nam czegoś o tych agencjach informacyjnych, o ich stosunku do NATO i do tej wojny? Tego, że stanowią one w gruncie rzeczy fragment działań NATO w zakresie public relations, posłusznie przekazując w świat wszystko, co się im powie, i nawet nie próbując wysunąć wniosków z wersji NATO, podlegającej kolejnym zmianom. Czy to nie świadczy, że powinniśmy być bardzo sceptyczni także wobec innych doniesień mediów - na przykład wobec opowieści, mających udowodnić, iż Serbowie dokonują ludobójstwa?

Po drugie, utrzymywanie że problem nastąpił z winy „starych map” jest całkowicie sprzeczne ze złożonym zaledwie 36 godzin wcześniej, kategorycznym twierdzeniem generała Jertza. Jak pamiętamy, „zaprzeczył on, jakoby planiści używali starych lub niedokładnych map.” (Reuters, 8 maja).

Po trzecie, rozważmy zdanie „posługiwali się przestarzałą mapą, wydaną zanim jeszcze Chiny kilka lat temu zbudowały gmach, mający pomieścić ich przedstawicielstwo dyplomatyczne.”  Ten cytat sugeruje, że NATO używało atlasów , czy też może wręcz składanych mapek, takich jakie się zabiera jadąc na wycieczkę samochodem.  Czy to w ogóle może wchodzić w rachubę, by NATO posługiwało się tak archaiczną technologią? Co się dzieje, czy nie stać ich na komputery? Nie mają personelu technicznego? Bądź co bądź, mówimy o połączonych siłach Stanów Zjednoczonych i większości Europy. Cały ich atak na Serbię koncentruje się na bombardowaniu z powietrza. Bombardowanie z powietrza opiera się przede wszystkim na mapach i danych wywiadu. Czy człowiek obdarzony zdrowym rozsądkiem, żeby nie powiedzieć zdrów na umyśle, jest w ogóle w stanie uwierzyć, że ta siła militarna, dysponująca najnowocześniejszą technologią,  nie prowadzi operacji opierając się na mapach sporządzonych przy użyciu najnowocześniejszych technik kartograficznych, aktualizowanych na podstawie zdjęć satelitarnych i miejscowych doniesień wywiadu - i to wszystko w skomputeryzowanych salach z gigantycznymi ekranami, dziesiątkami osób personelu technicznego, itd.?

I czy nie jest rzeczą równie oczywistą, że informacją, jaką taka potęga miałaby każdej chwili pod ręką, musiałyby być dane na temat obiektów szczególnego ryzyka - takich, jak placówki dyplomatyczne - właśnie po to, aby mieć pewność, że nie zostaną one zbombardowane?

Oczywiście - chyba że NATO chciało je zbombardować.

A spośród wszystkich placówek dyplomatycznych w Jugosławii, czy tą, do której NATO musiałoby przykładać szczególną wagę, nie jest właśnie ambasada chińska w Belgradzie - zarówno z uwagi na ogromne znaczenie tego kraju, jak i dlatego, że jest to ważny sojusznik Belgradu?

To jasne, że NATO miało aktualne dane na temat terenu wokół ambasady Chin. A także plany każdego kwadratowego cala wewnątrz tej ambasady i dokładne teczki na temat wszystkich osób tam zatrudnionych.

Po czwarte - skoro NATO utrzymuje, że postanowiło zbombardować ambasadę z uwagi na coś, co specjaliści od wyznaczania celów zobaczyli na tych „przestarzałych mapach” - to co takiego oni tam zobaczyli? Mówi się nam, że nie widzieli ambasady. Czy więc zobaczyli coś innego, co chcieli zaatakować i zniszczyć?  I co to takiego było? Czy był to budynek, mieszczący jakieś instalacje wojskowe? Pośrodku rozległego trawnika w mieszkaniowej dzielnicy miasta? I jeżeli istnieje taka mapa z takim właśnie budynkiem, to czemu NATO nie wydobędzie tego antycznego dokumentu i go nam nie pokaże?

Po piąte - powiedziano, że pociski zostały wystrzelone przez „bombowiec B-2”.  Czy samoloty B-2 nie startują z bazy w USA - jak mi się wydaje, w Missouri? Załóżmy więc na chwilę, że chodzi właśnie o Missouri, i zadajmy parę sceptycznych pytań:

a)    mając w pamięci fakt, że NATO ma we Włoszech bazy lotnicze - całkiem blisko Jugosławii - jak również lotniskowce na pobliskich wodach, czy można dać wiarę, iż rząd amerykański wysyła superkosztowny samolot w ośmiogodzinny lot, po to tylko, by ostrzelać trzema inteligentnymi pociskami lub bombami stosunkowo nieważny cel w Jugosławii? (nazywam go nieważnym, gdyż NATO potrzebowało dwóch dni, aby chociaż upewnić się jak brzmi  nazwa owej instytucji,. którą chciano zbombardować).

b)    A skoro już podjęto trudną do uwierzenia decyzję, aby wysłać ten samolot z takim zadaniem, czy jest możliwe do uwierzenia, iż amerykańskie siły zbrojne zrobiłyby coś takiego na podstawie informacji, zaczerpniętej z „przestarzałych map”, wydanych przed laty?

I po szóste - proszę zwrócić uwagę, że znowu mówimy już nie o jednej, lecz o kilku bombach lub pociskach.

PRZYJRZYJMY SIĘ TERAZ WERSJOM NATO

A więc według NATO były trzy...

NIE, była tylko jedna, inteligentna bomba, która uderzyła w ambasadę chińską przez pomyłkę, ponieważ nie trafiła w budynek po drugiej stronie ulicy, w którym mieści się „Federalna Dyrekcja Zaopatrzenia i Dostaw”...

NIE, nie na tym polegał problem. Pociski (bo znów wróciliśmy do kilku pocisków) nie chybiły - one trafiły w cel, tyle tylko, że ten cel był kompletną omyłką, to w ogóle nie była Federalna Dyrekcja Zaopatrzenia i Dostaw, tylko ambasada Chin, a osoby wyznaczające cele jakoś się w tym poplątały. W tym wszystkim jednak rzecz jest pewna: to zamieszanie nie było wynikiem posłużenia się starymi mapami.

Ale to także nie jest tak, bo jeśli cel jest ważny, to dokłada się wszelkich starań, a zakładając że to był taki ważny cel, z pewnością dołożono by wszelkich starań aby upewnić się, że to jest na pewno a) Federalna Dyrekcja Zaopatrzenia i Dostaw...

NIE, to miał być b) magazyn broni  Federalnej Dyrekcji Zaopatrzenia i Dostaw.

NIE, to też nie odpowiada prawdzie, ponieważ to nie był magazyn, tylko KWATERA GŁÓWNA Dyrekcji i...

NIE! Zapomnijcie wszystko, co mówiliśmy do tej pory. To wszystko przez mapy. Mapy były bardzo stare, więc nie można było stwierdzić, czy budynek na tej działce - to akurat ambasada. I były oczywiście trzy pociski. Czy ktoś w ogóle mówił kiedykolwiek, że był tylko jeden?

A co się tyczy wysłania bombowca B-2, który musiał okrążyć pół kuli ziemskiej po to, żeby dokonać tego chybionego ataku na cel, którego nazwy nawet nikt nie jest w stanie spamiętać, to powiedzieć tu można tylko jedno: co za cholerny kretyn przyznał, że to był bombowiec B-2?

PARK I INNE CELE WOJSKOWE

Autor tego tekstu dopiero co rozmawiał z pewnym Serbem, którego rodzina mieszka niedaleko ambasady.  Powiada on, że gmach ambasady został zbudowany cztery czy pięć lat temu i że przedtem na tym terenie znajdował się jedynie park.

Z listu od Amerykanki, zamieszkałej w Belgradzie, dowiaduję się, że ambasada znajduje się w dzielnicy zwanej Novi Beograd, która leży na piaszczystych lub podmokłych nieużytkach, zagospodarowanych po II wojnie Światowej. Amerykanka potwierdza, że teren, na którym stoi dziś ambasada, był przedtem pusty. Dodaje, że „park” to trochę za wielkie słowo, był tam po prostu trawiasty skwer i parę drzewek.

A więc wersja, iż NATO mogło posługiwać się mapą, sporządzoną przed zbudowaniem na tym terenie ambasady chińskiej, jest po prostu niemożliwa. Bo tam nic nie było.

Tak więc NATO KŁAMIE.